"Nobody dies a virgin. Life fucks us all."
Za oknem lekki wietrzyk poruszał liśćmi na drzewach. Co jakiś czas po błękitnym niebie z wolna poruszał się biały, puszysty obłok. Gorąc na zewnątrz był niemal namacalny, a nie wybiła nawet dwunasta. Ale czego tu się dziwić - taka pogoda w tym rejonie w czerwcu to normalność. Warunki kompletnie nie sprzyjają nauce...
Rozglądam się po klasie. Wszyscy, no dobra, prawie wszyscy, zdają się być wsłuchani w wykład nauczyciela. A ja znów spoglądam na zegarek. Wskazówki jak na złość nie chcą przesuwać się szybciej. Mogę nawet przysiąc, że się cofnęły...
Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Po co nauczyciele prowadzą normalne lekcje kilka godzin przed zakończeniem roku? Ja też nie znam odpowiedzi... Jednak pocieszałam się myślą, że jeszcze tylko półtorej lekcji dzieliło mnie od definitywnego pożegnania z tą idiotyczną szkołą i irytującymi nauczycielami. Najbardziej cieszyłam się, że nie zobaczę już więcej większości tych twarzy...
- Jestem przekonany, że panna Lacy zna odpowiedź na moje pytanie... - Zdenerwowany nauczyciel historii starożytnej (Nie pytajcie. Sama tego przedmiotu nie wybierałam.) stał przy mojej ławce i tupał nogą.
Czy on naprawdę jest na tyle głupi, żeby myśleć, że choć przez chwilę go słuchałam?
Powoli przesunęłam wzrok na jego twarz, a potem na stukający o podłogę but. Nie przerwał ciszy. Czekał, aż się odezwę...
- No, nie wiem... Może... Napoleon Bonaparte? - rzuciłam. Klasa wybuchnęła śmiechem, więc domyśliłam się, że to nie jest dobra odpowiedź.
- Widzę Katherine, że żarty się ciebie trzymają. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że czekają cię studia. Nie na miejscu byłoby już na samym początku popisać się brakiem tak elementarnej wiedzy... - Moralizatorski ton w jego głosie i fakt, że zwrócił się do mnie pełnym imieniem rozwiał we mnie resztki szacunku, który jeszcze przed chwilą do niego miałam.
- Niewątpliwie już pierwszego dnia zostanę poproszona o przypomnienie przebiegu bitwy pod Termopilami z 480 r. p.n.e. i doprawdy powinnam wiedzieć, że zdecydowanie mniejsze greckie wojsko pod wodzą Leonidasa do ostatniej kropli krwi walczyło z liczniejszymi perskimi oddziałami Kserksesa, a swoją heroiczna postawą na zawsze wpisało się na karty historii pozostawiając bitwę tę jako symbol poświęcenia życia na polu walki. Cóż to będzie jeśli pierwszoroczniak zarządzania nie będzie wiedział tak fundamentalnych dla naszej kultury faktów? - Cisza jaka zapadła w klasie i kolor policzków nauczyciela, które przypominały dorodnego pomidora powiedziały mi, że go zgasiłam. I to totalnie. Nie jestem tak głupia, na jaką mógłby wskazywać olewający stosunek do instytucji jaką jest szkoła...
Niewinnie uśmiechnęłam się do nauczyciela, a on już otwierał usta, by coś mi powiedzieć, ale przeszkodził mu dzwonek.
Uczniowie w zdumiewająco szybkim tempie spakowali swoje rzeczy i wybiegli z klasy. Chciałam zrobić to samo, ale historyk zatrzymał mnie:
- Katherine, poczekaj.
Gdyby nie to, że bałam się, iż zaraz opieprzy mnie o wcześniejsze traktowanie, nakrzyczałbym na niego za ponowne użycie mojego pełnego imienia. Zamiast tego po prostu zatrzymałam się przy jego biurku i czekałam, ciekawa, co jest tak ważnego, by zatrzymywał mnie na przerwie.
- Wiem, że mogę zabrzmieć teraz strasznie belfersko - zaczął. - Ale widzę w tobie ogromny potencjał i nie mogę patrzeć jak przez swoja postawę go marnujesz. Jesteś naprawdę zdolna i nie rozumiem, czemu tego nie wykorzystujesz. Powiedz mi, ilu z obecnych na dzisiejszych zajęciach uczniów z lepszą oceną niż twoja wiedziało kto to Kserkses? Jestem pewien, że gdybyś tylko chciała, dostałabyś się na jeden z najlepszych uniwersytetów w tym kraju. - Zrobił przerwę i patrzył na mnie wyczekując mojej reakcji. Stałam z kamienną twarzą. Westchnął i wydał się czymś zawiedziony.
- Jest jeszcze czas. Pomyśl o tym. Naprawdę nie rozumiem czemu... - Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa.
- To już nie pana sprawa. - Odwróciłam się na pięcie i błyskawicznie opuściłam pracownię historyczną, zdecydowanie za głośno zamykając za sobą drzwi.
Chciałam iść do mojej szafki i zapomnieć o całej tej rozmowie, gdy usłyszałam przeciągły gwizd, który wydał chłopak opierający się o przeciwległą ścianę korytarza. Na sam widok jego ciemnej czupryny ogarnęły mnie złe przeczucie. On + mój zły humor = potencjalne morderstwo.
- Kogo moje piękne oczy widzą... Kate, najlepsza lala w szkole.. - Powoli zaczął iść w moją stronę.
- Louis, największy dupek w szkole... - syknęłam chcąc, by cały jad zawarty w tej krótkiej odpowiedzi zniechęcił go do kolejnych zaczepek. Ale na to, nie mogłam nawet liczyć.
W całej naszej szkole, mogłabym pokusić się na stwierdzenie, że w całym naszym mieście, roiło się od plotek o chłopaku, który właśnie się do mnie zbliżał. Nazwisko Tomlinson było znane wszystkim, choć tak naprawdę żadna z pogłosek nie została potwierdzona u źródła. Jedni twierdzili, że w poprzedniej szkole pobił chłopaka tak, że tamten ledwo przeżył i dlatego Louis musiał zmienić szkołę. Inni byli pewni, że jest zamieszany w mafię, handluje narkotykami, sam od nich nie stroni i dowodzi bandą zajmującą się kradzieżą drogich aut. Jeszcze inni przekonywali, że powtarzał klasę z powodu opuszczonego roku, który spędził w więzieniu. Pewne było tylko to, że dziewczyny interesują go tylko na czas trwania jednego numerka. I choćby już tylko to świadczyło o tym, że nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
Choć Tomlinson robił wszystko co w jego mocy by strzec swoich tajemnic, nie był wystarczająco dobry. Do wiadomości ogólnej dotarły skrawki jego biografii, jak na przykład to, że jest o 2 lata starszy od naszego rocznika... Na szczęście chodziłam z nim tylko na jedne zajęcia, na których z resztą rzadko się pojawiał.
- Lubię, gdy zakładasz tak krótkie spódniczki. - Tak bardzo pogrążyłam się w myślach, że zapomniałam, że naprawdę przede mną stoi. - Nawet nie wiesz jak bardzo mam wtedy na ciebie ochotę... - dokończył i zrobił jeszcze jeden krok w moją stronę.
- Wiesz co Tomlinson? W dupie ma na co masz ochotę! - powiedziałam zdecydowanie za głośno. Jeszcze przed chwilą myślałam, że nie można mnie już bardziej zdenerwować, ale widocznie Louis ma do tego talent.
Wpatrywałam się w niego i mogę przysiąc, że z oczu sypały mi się iskry. Gdyby można było zabijać samym spojrzeniem, bez wątpienia już by nie żył.
Chłopak obdarzył mnie zawadiackim uśmieszkiem i zdawał nie przejmować się wrogością bijącą ode mnie. Zmniejszył dystans miedzy nami, do tego stopnia, że dzieliły nas już tylko centymetry.
- Kiedyś będziesz moja, złotko - wyszeptał mi do ucha. - I wierz mi. Przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz mnie prosić, żebym cię posunął...
To przelało miarkę. Nikt nie będzie traktował mnie w ten sposób!
- Pierdol się! - krzyknęłam i popchnęłam go. Chłopak najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji, bo zważywszy na jego siłę w porównaniu z moją, moje uderzenie nie powinno odsunąć go ode mnie aż tak bardzo. Szczerze mówiąc nie liczyłam na to, że w ogóle się ruszy.
Brunet stał z otwartymi ze zdziwienia ustami, a ja obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem, obróciłam się na pięcie i zamaszystym krokiem ruszyłam w głąb korytarza.
- A tak w ogóle to twój pan Chodząca Perfekcja nie jest wcale taki święty! - Chłopak zdążył jeszcze krzyknąć, zanim oddaliłam się na tyle, by go nie słyszeć. Zapewne miał na myśli mojego chłopaka, a fakt, że go w to miesza jeszcze bardziej mnie rozzłościł. Nie chciałam już nawet myśleć o tym, o co mogło mu chodzić i jaki ma interes w wspominaniu Maxa...
Zamiast rozmyślać nad sensem jego głupiej docinki zaczęłam zastanawiać się, gdzie mój chłopak teraz przebywa. Przeważnie nie spotykaliśmy się na tej przerwie. Max ma dzisiaj dwie lekcje biologii dla zaawansowanych i praktycznie nie wychodzi z klasy. Byliśmy umówieni dopiero po lekcjach.
Jednak zważywszy na moje poirytowanie, postanowiłam go znaleźć. On na pewno będzie umiał mnie pocieszyć.
Najpierw jednak chciałam zajrzeć do swojej szafki. Byłam pewna, że po drodze znajdę gdzieś moją przyjaciółkę. Właściwie, dziwiło mnie, że jeszcze się na nią nie natknęłam.
Najpierw jednak chciałam zajrzeć do swojej szafki. Byłam pewna, że po drodze znajdę gdzieś moją przyjaciółkę. Właściwie, dziwiło mnie, że jeszcze się na nią nie natknęłam.
Tak jak myślałam, przy szafce zastałam całującą się parę. Ona plecami przyparta była do drzwiczek, a on pochylał się nad nią z rekami opartymi po obydwu stronach jej głowy.
- O ble! Kujony się całują! - powiedziałam i udałam, że wymiotuję. Obydwoje natychmiast się odwrócili.
- Kate, czy ty zawsze musisz nas tak straszyć?
- Diana, a czy wy zawsze musicie robić to - pokazałam na nich ręką - w miejscach publicznych? Ktoś się kiedyś serio zrzyga...
Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię. Wiedziała, że żartuję. Znałyśmy się tak długo, że niemal czytałyśmy sobie w myślach. Mieszkamy obok siebie i bawiłyśmy się razem jeszcze zanim nauczyłyśmy się chodzić. Chodziłyśmy do tych samych szkół. Od początku było wiadomo, że w naszej dwójce ona jest tą mądrą i odpowiedzialną, a ja tą z najgłupszymi pomysłami. Gdy poszłyśmy do liceum ona dalej była czarująca i urocza, czym zjednywała sobie przyjaciół, a ja byłam tym dziwadłem, który się za nią pałętał. Diana została cheerleaderką, przewodniczącą kilku klubów naukowych i jedną z najpopularniejszych uczennic w szkole. Najbardziej kocham ją za to, że mimo wszystko dalej się ze mną przyjaźniła.
- Dalej nie rozumiem czemu w ogóle spędzasz z nią czas - zażartował Niall - chłopak Diany. Dalej nie rozumiem jak to się stało, że zostali parą. Konkurowali ze sobą chyba od przedszkola. Każde z nich chciało być najlepsze i nienawidziło to drugie za to, że mu w tym przeszkadza. On kapitan drużyny piłki nożnej, ona kapitan cheerleaderek i do tego walka o miano najlepszego ucznia, aż pewnego dnia bum! Zaczęli ze sobą chodzić.
- Panie Horan... Jeszcze jeden taki tekst, a sklepię panu tę piękną buźkę - odgryzłam się i dźgnęłam go palcem w tors. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Może chodźmy już na lekcję, bo się jeszcze pobijecie - odezwała się Diana.
- Nie martw się, dla niego byłabym delikatna - droczyłam się. - A tak przy okazji, to nie widziałaś gdzieś Maxa?
- O ble! Kujony się całują! - powiedziałam i udałam, że wymiotuję. Obydwoje natychmiast się odwrócili.
- Kate, czy ty zawsze musisz nas tak straszyć?
- Diana, a czy wy zawsze musicie robić to - pokazałam na nich ręką - w miejscach publicznych? Ktoś się kiedyś serio zrzyga...
Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię. Wiedziała, że żartuję. Znałyśmy się tak długo, że niemal czytałyśmy sobie w myślach. Mieszkamy obok siebie i bawiłyśmy się razem jeszcze zanim nauczyłyśmy się chodzić. Chodziłyśmy do tych samych szkół. Od początku było wiadomo, że w naszej dwójce ona jest tą mądrą i odpowiedzialną, a ja tą z najgłupszymi pomysłami. Gdy poszłyśmy do liceum ona dalej była czarująca i urocza, czym zjednywała sobie przyjaciół, a ja byłam tym dziwadłem, który się za nią pałętał. Diana została cheerleaderką, przewodniczącą kilku klubów naukowych i jedną z najpopularniejszych uczennic w szkole. Najbardziej kocham ją za to, że mimo wszystko dalej się ze mną przyjaźniła.
- Dalej nie rozumiem czemu w ogóle spędzasz z nią czas - zażartował Niall - chłopak Diany. Dalej nie rozumiem jak to się stało, że zostali parą. Konkurowali ze sobą chyba od przedszkola. Każde z nich chciało być najlepsze i nienawidziło to drugie za to, że mu w tym przeszkadza. On kapitan drużyny piłki nożnej, ona kapitan cheerleaderek i do tego walka o miano najlepszego ucznia, aż pewnego dnia bum! Zaczęli ze sobą chodzić.
- Panie Horan... Jeszcze jeden taki tekst, a sklepię panu tę piękną buźkę - odgryzłam się i dźgnęłam go palcem w tors. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Może chodźmy już na lekcję, bo się jeszcze pobijecie - odezwała się Diana.
- Nie martw się, dla niego byłabym delikatna - droczyłam się. - A tak przy okazji, to nie widziałaś gdzieś Maxa?
- Nie... Ale teraz ma bodajże chemię... Albo biologię?
- Biologię. Pewnie siedzi w klasie. Przejdziesz się tam ze mną?
Diana popatrzyła pytająco na Nialla. Kiwnął głową i powiedział, że będzie na nas czekał w klasie. Dziewczyna zdążyła cmoknąć go na pożegnanie, zanim ruszyłyśmy w stronę pracowni biologicznej.
- Przemyślałaś sprawę? -odezwała się nagle.
- Diana... Dzięki za propozycję, ale wiesz, że nie mogę. - Że też teraz zaczęła ten temat. - To ma być wasz wyjazd. A poza tym, jestem już umówiona z Maxem.
Dziewczyna zrobiła kwaśną minę. Z nieznanych mi powodów nie lubiła mojego chłopaka...
- Przemyślałaś sprawę? -odezwała się nagle.
- Diana... Dzięki za propozycję, ale wiesz, że nie mogę. - Że też teraz zaczęła ten temat. - To ma być wasz wyjazd. A poza tym, jestem już umówiona z Maxem.
Dziewczyna zrobiła kwaśną minę. Z nieznanych mi powodów nie lubiła mojego chłopaka...
- A może jednak chcesz z nami jechać? Co wy możecie robić ciekawego sami w tej dziurze? - Zapewne miała na myśli nasze miasteczko.
- A powiem ci, że jest kilka rzeczy, które para może robić w długie letnie wieczory...
- Kate! - Szturchnęła mnie. Obie się zaśmiałyśmy. - Miałaś przemyśleć moją propozycję i oczekiwałam, że się zgodzisz.
- Diana, na prawdę nie mogę... - Od tamtego tygodnia próbuje przekonać mnie, bym pojechała z nimi na wyjazd, który planują z Niallem przez cały rok. Wynajęli domek nad jeziorem, nawet dobrze nie wiem gdzie. I nie chodzi nawet o to, że nie mam ochoty z nimi jechać. Po prostu nie chcę popsuć im wspólnego wyjazdu. - W końcu ode mnie odpoczniesz...
Przyjaciółka popatrzyła na mnie pełnym politowania wzrokiem i znów zaczęła gadać. Właśnie obiecywała, że pozwoli mi troszkę podtopić Nialla, gdy skręciłyśmy za róg korytarza.
Urwała w pół słowa, a ja poczułam, jak uginają się pode mną nogi. Świat zaczął wirować i mogłabym przysiąc, że słońce przygasło. Z trudem łapałam powietrze i całkiem zapomniałam gdzie jestem. Nie mogłam tego widzieć...
- Kate... - Diana potrząsnęła moim ramieniem.
Lecz ja zdawałam się nie odbierać bodźców ze świata zewnętrznego. Jednak to co przed chwilą przygasło, powróciło do mnie ze zdwojoną siłą i uderzyło odbierając resztki powietrza. Zdawało mi się, że ziemia otworzyła się i pochłaniała mnie, nie mając już nigdy oddać mnie do świata na powierzchni...
Mój własny chłopak całował się na moich oczach z inną dziewczyną. Mój chłopak obmacywał na moich oczach mojego największego wroga. Mój chłopak zdradzał mnie z Harriet...
Gdy myślałam już, że gorzej być nie może, oderwali się od siebie na chwilę. Na chwilę, podczas której ona zdążyła mnie zauważyć. Popatrzyła mi prosto w oczy i jeszcze raz przyciągnęła do siebie Maxa. To było ostania rzecz jaka zobaczyłam zanim moje oczy zasłoniły łzy...
