- Kate... Kate. Kate! - Diana lekko mną potrząsnęła. Spojrzałam na nią i ze wszystkich sił spróbowałam powstrzymać łzy cisnące się do moich oczu. W jej twarzy ujrzałam determinację i coś, co mnie przeraziło... gniew.
- Nie możesz teraz przez niego płakać. - Otarła mi policzki. - Nie dasz mu tej satysfakcji.
Widziałam w jej oczach troskę. Wiedziałam, że cokolwiek by się nie stało, to ona zawsze stanie po mojej stronie. I właśnie w tym momencie złość zaczęła przysłaniać smutek, który jeszcze przed chwilą mnie paraliżował. Dałam się ponieść narastającemu we mnie uczuciu gniewu. Wyprostowałam się i energicznym krokiem ruszyłam w stronę Maxa. Zauważył mnie dopiero, gdy dzieliło nas już tylko kilka kroków.
Coś w wyrazie mojej twarzy sprawiło, że zaczął się cofać. Wybrał jednak złą drogę, bo po chwili oparł się plecami o szafki po przeciwległej stronie korytarza.
- Max, Max, Max... - Za każdym razem, gdy wymawiałam jego imię, stukałam go w tors. - Nieładnie. Bardzo nieładnie. Mamusia nie uczyła cię, że nie wolno robić takich rzeczy? - Przekrzywiłam głowę i wpatrywałam się w niego.
- Ja... Nie... My.. Bo... - Z niemałą radością obserwowałam, jak zazwyczaj buchający pewnością siebie chłopak jąka się, próbując uciec od mojego wzroku.
- Zraniłeś mnie - szepnęłam. - Teraz ja zranię cię. - Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej i przeciągnęłam paznokciem po jego policzku. - Trochę szkoda by było, gdyby coś złego stało się tej twojej ślicznej buźce...
W jego oczach widziałam autentyczne przerażenie. Ten chłopak był pusty. Nie miałam pojęcia jak mogłam spotykać się z kimś takim...
Zamachnęłam się, lecz w ostatniej chwili uderzyłam w jego ramię.
- Nie będę brudzić sobie tobą rąk - powiedziałam i odsunęłam się. Lecz w tym momencie zza moich pleców wysunęła się Diana. Nigdy nie spodziewałabym się, że jest do czegoś takiego zdolna, ale po prostu uderzyła Maxa otwartą dłonią w twarz, zostawiając na jego policzku czerwony ślad.
- Nigdy nie zaczynaj z moją przyjaciółką - wysyczała. - A tobie radzę się stąd zmywać - rzuciła w stronę Harriet, która natychmiast pobiegła w głąb korytarza.
Max pocierał dłonią nadal czerwony policzek. Pociągnęłam przyjaciółkę za rękę i miałyśmy już odchodzić, gdy chłopak myśląc zapewne, że już go nie usłyszymy, odezwał się:
- Zawsze wiedziałem, że jesteście jeb.. - Nie dokończył, gdyż tym razem moja dłoń z głośnym plaskiem uderzyła w jego policzek.
- Żeby równo puchło...
Nie czekałyśmy na jego reakcję.
Bez słowa oddaliłyśmy się zostawiając go samego sobie.
***
Gdy wchodziłyśmy do
klasy było już po dzwonku. Wszyscy oprócz nas siedzieli już w ławkach. Na
szczęście zdążyłyśmy przed nauczycielką. Mimo, że to ostatnia lekcja
przed wakacjami, panna Green, ucząca nas przez zeszłe lata literatury,
zapowiedziała, że nie zmieni swojego surowego podejścia do momentu
wybrzmienia dzwonka oświadczającego koniec szkoły.
Niall siedzący w przedostatniej ławce pod oknem posłał nam zdziwione spojrzenie. Jak potem zauważyłam nie on jedyny na nas spoglądał. Właściwie, choć wcześniej uszło to mojej uwadze, zdałam sobie sprawę, że z naszym wejściem do sali, wszyscy umilkli. Wpatrywali się we mnie z całą paletą uczyć w oczach, zaczynając od współczucia, poprzez niedowierzenie i zaskoczenie, kończąc na podłych uśmieszkach. Gdy przechodziłam między ławkami usłyszałam nawet jak ktoś nazywa mnie suką i mówi, że w pełni sobie na to zasłużyłam. Już miałam przystanąć i powiedzieć tej osobie, co myślę o jej marnej egzystencji, lecz do klasy weszła panna Green.
Nadal zastanawiałam się, jak plotki mogą rozchodzić się tak szybko, gdy na mojej ławce wylądowała złożona karteczka. Nie dotknęłam jej, tylko rozejrzałam się po klasie, spodziewając się następnego ataku. Każdy zdawał się być zajęty swoimi sprawami. Uspokoiłam się, gdy złapałam spojrzenie Diany. Pokazywła mi, bym odczytała jej wiadomość.
Cudownie. Karteczki. Jak w przedszkolu. Czemu mnie to u niej nie dziwi?
Niall siedzący w przedostatniej ławce pod oknem posłał nam zdziwione spojrzenie. Jak potem zauważyłam nie on jedyny na nas spoglądał. Właściwie, choć wcześniej uszło to mojej uwadze, zdałam sobie sprawę, że z naszym wejściem do sali, wszyscy umilkli. Wpatrywali się we mnie z całą paletą uczyć w oczach, zaczynając od współczucia, poprzez niedowierzenie i zaskoczenie, kończąc na podłych uśmieszkach. Gdy przechodziłam między ławkami usłyszałam nawet jak ktoś nazywa mnie suką i mówi, że w pełni sobie na to zasłużyłam. Już miałam przystanąć i powiedzieć tej osobie, co myślę o jej marnej egzystencji, lecz do klasy weszła panna Green.
Nadal zastanawiałam się, jak plotki mogą rozchodzić się tak szybko, gdy na mojej ławce wylądowała złożona karteczka. Nie dotknęłam jej, tylko rozejrzałam się po klasie, spodziewając się następnego ataku. Każdy zdawał się być zajęty swoimi sprawami. Uspokoiłam się, gdy złapałam spojrzenie Diany. Pokazywła mi, bym odczytała jej wiadomość.
Cudownie. Karteczki. Jak w przedszkolu. Czemu mnie to u niej nie dziwi?
Hej :) Widzę, że nie interesuje cię wykład Green. Jak zawsze z resztą =D
Po pierwsze: nie przejmuj się tamtą zdzirą! Jak zobaczy siniaka Maxa, będzie cię przepraszać na kolanach! Po drugie: Ponawiam pytanie prośbę, JEDŹ Z NAMI !!!!
Po pierwsze: nie przejmuj się tamtą zdzirą! Jak zobaczy siniaka Maxa, będzie cię przepraszać na kolanach! Po drugie: Ponawiam pytanie prośbę, JEDŹ Z NAMI !!!!
Spojrzałam na przyjaciółkę. Udawała, że robi notatki, ale zauważyłam jak ukradkiem mnie pośpiesza.
Wyjęłam z plecaka moje wieczne pióro i szybko nabazgrałam odpowiedź.
Wyjęłam z plecaka moje wieczne pióro i szybko nabazgrałam odpowiedź.
Diana, rozmawiałyśmy już na ten temat. To jest WASZ wspólny wyjazd. Nie ma tam miejsca dla mnie.
I przestań robić notatki pieprzona kujonko. Wakacje za 30min!
Odrzuciłam karteczkę w chwili, gdy nauczycielka pisała coś na tablicy.
Gdy Diana czytała jej zawartość grymas niezadowolenia przeszedł po jej twarzy. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Gdy Diana czytała jej zawartość grymas niezadowolenia przeszedł po jej twarzy. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Suck my dick, bitch
:P I przestań gadać głupoty! Przy mnie zawsze jest dla ciebie miejsce
!!! Nie zmuszaj mnie do związania cię i wsadzenia do bagażnika! Dobrze
wiesz, że jesteś na to za ciężka.
Czytając odpowiedź
mimowolnie się roześmiałam. Już chciałam szturchnąć brunetkę siedzącą
obok mnie, gdy niespodziewanie wyrosła przede mną panna Green.
- Kate Lacy! - krzyknęła jakby dzielił nas cały korytarz, a nie blat ławki. - Swoim niepoważnym zachowaniem zakłócasz spokój kolegów i odbierasz im ostatnią szansę na zdobycie wielu przydatnych informacji!
Gdyby nie to, że panna Green to jedyny nauczyciel, którego się boję, już bym jej odpyskowała. Ale niestety z nią nie wolno było mi zaczynać, o czym przekonałam się na jednych z pierwszych jej zajęć, lądując u dyrektora.
Zakryłam dłonią naszą kartkę i spróbowałam przywołać na twarz jeden z moich uśmieszków niewiniątka.
- Bardzo przepraszam, panno Green. Nie chciałam w jakikolwiek sposób pani przeszkodzić.
Spoglądałam na nią z dołu, czekając aż odwróci wzrok i znów podejdzie do tablicy zostawiając mnie w spokoju. Tak jak się spodziewałam, pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, ale nie oddaliła się. Wpatrywała się w moją dłoń, a ja już wiedziałam, że zauważyła, jak wymieniamy się z Dianą karteczkami. Wolałabym, żeby nie wpadła w jej ręce, więc planowałam powiedzieć coś obraźliwego na temat jej fryzury, tylko by odwrócić jej uwagę, nawet jeśli miałam przez to trafić do gabinetu dyrektora. Już otwierałam usta, gdy usłyszałam znajomy głos.
- Panno Green? - siedzący przede mną Niall zagadnął nauczycielkę.
- Tak, Niall? W czym mogę ci pomóc? - Dziwne było, jak szybko zmieniła ton głosu, który teraz przepełniony był życzliwością.
- Czy mogłaby pani powtórzyć jak wątek fatum uwidacznia się w "Królu Edypie"?
Nauczycielka natychmiast uchwyciła się tej myśli i zaczęła swój monolog, który na pewno nie skończy się przed dzwonkiem. Byłam pewna, że Niall wie więcej na ten temat niż sama Green. Byłam wdzięczna za pomoc, dlatego posłałam mu nieme dziękuje, gdy tylko uchwyciłam jego wzrok.
Rozłożyłam leżącą pod moją dłonią kartkę. Zaczęłam myśleć o wyjeździe z Dianą chyba po raz tysięczny. Wakacje z dala od rodziców w towarzystwie przyjaciół były bardzo kuszące, ale nie mogłam pozbyć się poczucia winy. A poza tym przecież miałam już plany. Ja i M... Poczułam jakby w moje serce wbijała się wielka szpilka. Nie mam już planów, nie mam chłopaka, nie mam nic...
Poczułam szturchnięcie. Diana złożyła ręce jak do modlitwy i wyszeptała "proszę" co najmniej dziesięć razy.
A jednak coś mi zostało... I to nie takie małe coś.
Szybko nakreśliłam na kartce odpowiedź i odrzuciłam ją na stolik przyjaciółki.
- Kate Lacy! - krzyknęła jakby dzielił nas cały korytarz, a nie blat ławki. - Swoim niepoważnym zachowaniem zakłócasz spokój kolegów i odbierasz im ostatnią szansę na zdobycie wielu przydatnych informacji!
Gdyby nie to, że panna Green to jedyny nauczyciel, którego się boję, już bym jej odpyskowała. Ale niestety z nią nie wolno było mi zaczynać, o czym przekonałam się na jednych z pierwszych jej zajęć, lądując u dyrektora.
Zakryłam dłonią naszą kartkę i spróbowałam przywołać na twarz jeden z moich uśmieszków niewiniątka.
- Bardzo przepraszam, panno Green. Nie chciałam w jakikolwiek sposób pani przeszkodzić.
Spoglądałam na nią z dołu, czekając aż odwróci wzrok i znów podejdzie do tablicy zostawiając mnie w spokoju. Tak jak się spodziewałam, pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, ale nie oddaliła się. Wpatrywała się w moją dłoń, a ja już wiedziałam, że zauważyła, jak wymieniamy się z Dianą karteczkami. Wolałabym, żeby nie wpadła w jej ręce, więc planowałam powiedzieć coś obraźliwego na temat jej fryzury, tylko by odwrócić jej uwagę, nawet jeśli miałam przez to trafić do gabinetu dyrektora. Już otwierałam usta, gdy usłyszałam znajomy głos.
- Panno Green? - siedzący przede mną Niall zagadnął nauczycielkę.
- Tak, Niall? W czym mogę ci pomóc? - Dziwne było, jak szybko zmieniła ton głosu, który teraz przepełniony był życzliwością.
- Czy mogłaby pani powtórzyć jak wątek fatum uwidacznia się w "Królu Edypie"?
Nauczycielka natychmiast uchwyciła się tej myśli i zaczęła swój monolog, który na pewno nie skończy się przed dzwonkiem. Byłam pewna, że Niall wie więcej na ten temat niż sama Green. Byłam wdzięczna za pomoc, dlatego posłałam mu nieme dziękuje, gdy tylko uchwyciłam jego wzrok.
Rozłożyłam leżącą pod moją dłonią kartkę. Zaczęłam myśleć o wyjeździe z Dianą chyba po raz tysięczny. Wakacje z dala od rodziców w towarzystwie przyjaciół były bardzo kuszące, ale nie mogłam pozbyć się poczucia winy. A poza tym przecież miałam już plany. Ja i M... Poczułam jakby w moje serce wbijała się wielka szpilka. Nie mam już planów, nie mam chłopaka, nie mam nic...
Poczułam szturchnięcie. Diana złożyła ręce jak do modlitwy i wyszeptała "proszę" co najmniej dziesięć razy.
A jednak coś mi zostało... I to nie takie małe coś.
Szybko nakreśliłam na kartce odpowiedź i odrzuciłam ją na stolik przyjaciółki.
A propozycja z podtopieniem Nialla nadal aktualna? Bo jeśli tak to myślę, że chyba mnie przekupiłaś...
Diana skończyła
czytać moją odpowiedź w chwili, gdy na korytarzu rozbrzmiał dzwonek.
Wydała z siebie niekontrolowany pisk i skoczyła na mnie. Mogę się
założyć, że połowa klasy włącznie z panią Green przypisała ten nagły
atak radości do początku wakacji.
- Kate, nawet nie wiesz jak się cieszę! To będą najlepsze wakacje w naszym życiu! Niall! Słyszałeś? - Podbiegła do swojego chłopaka i ucałowała go w usta. - Kate jedzie z nami!
Chłopak oszołomiony nie tyle wiadomością ile nagłym okazaniem uczuć, potrząsnął tylko głową.
Razem wyszliśmy z klasy i rozdzieliliśmy się idąc do swoich szafek.
- Wpadnę do ciebie jak wrócę do domu - krzyknęła Diana zanim zdążyłam się oddalić.
Wpakowałam do plecaka resztę rzeczy z mojej szafki omiatając ją ostatnim spojrzeniem. Przechodząc korytarzem do głównego wejścia naszego liceum zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie będę tęsknić. Większość wspomnień z ogólniaka łączy się Maxem, a z wiadomych powodów, o nim wolałabym zapomnieć... Nie chciałam zawracać sobie nim głowy, po trosze bojąc się, że znów się rozpłaczę. Otworzyłam szeroko drzwi, pozwalając, by gorący wiatr omiótł moją twarz i wywiał z niej resztki łez kryjących się w kącikach moich oczu.
Gdy tylko postawiłam krok na szkolnym parkingu zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Nie było na nim żadnego auta.
- Cholera - mruknęłam. Zawsze po szkole odwoził mnie Max. Całkiem o tym zapomniałam. Byliśmy ze sobą tak długo, że jego obecność stała się dla mnie czymś naturalnym, rutyną, z której boleśnie muszę się wyrwać.
Od domu dzieliła mnie godzina marszem i wcale mi się to nie uśmiechało. Szybko sprawdziłam godzinę autobusu, który mógłby podwieźć mnie prawie pod furtkę i z ulgą odkryłam, że następny mam za 5 minut.
Szłam w stronę przystanku, gdy za moimi plecami rozległ się przeciągły gwizd. Dlaczego ja? Czy to nie za dużo jak na jeden dzień? Miałam go więcej nie zobaczyć...
Odwróciłam się omiatając go gniewnym spojrzeniem.
- Wiesz co? - Louis stał oparty o motor pod pobliskim drzewem, którego liście rzucały cienie na jego twarz, sprawiając, że wydawał się jeszcze bardziej niebezpieczny. - Trochę mi zaimponowałaś dzisiaj. A to jest trudne do wykonania.
Początkowo nie rozumiałam, o co mu chodzi, lecz szybko przypomniałam sobie zajście z Maxem.
- Nigdy nie powiedziałbym, że w tych swoich wątłych rączkach masz tyle siły. - Wyszczerzył się w głupim uśmieszku. Nie miałam siły się z nim kłócić, więc po prostu odwróciłam się i ruszyłam dalej w stronę bramy wyjściowej. Wtedy przypomniałam sobie słowa Louisa. Czyżby o wszystkim wiedział? Czy tylko ja byłam taka ślepa i tego nie widziałam?
- Dokąd zmierzasz, księżniczko? - Nawet nie zauważyłam, kiedy wsiadł na swój motor i pojechał za mną.
Postanowiłam mu nie odpowiadać naiwnie myśląc, że może wtedy się odczepi.
- Nie masz z kim wrócić do domu? Na szczęście mam dzisiaj dzień dobroci dla upokorzonych, więc mogę cię podwieźć. - Poklepał siedzenie za sobą. Jazda zatłoczonym autobusem, szczególnie w taki upał nie podobała mi się w najmniejszym stopniu. Ale przejażdżka z Louisem na jego motorze? Po moim trupie! Ten chłopak za nic ma zasady, więc nie wsiądę z nim na pojazd, który może osiągnąć takie prędkości... Wizja trzymania go w pasie przez całą drogę, także mi się nie uśmiechała...
- Jednak podziękuję. - Wyminęłam go. - Jeszcze mi życie miłe. - Szybkim tempem ruszyłam na przystanek. - Miłych wakacji. Tym razem na prawdę mam nadzieję, że więcej się nie zobaczymy.
Louis chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwiły mu to zamykające się za mną drzwi autobusu.
- Kate, nawet nie wiesz jak się cieszę! To będą najlepsze wakacje w naszym życiu! Niall! Słyszałeś? - Podbiegła do swojego chłopaka i ucałowała go w usta. - Kate jedzie z nami!
Chłopak oszołomiony nie tyle wiadomością ile nagłym okazaniem uczuć, potrząsnął tylko głową.
Razem wyszliśmy z klasy i rozdzieliliśmy się idąc do swoich szafek.
- Wpadnę do ciebie jak wrócę do domu - krzyknęła Diana zanim zdążyłam się oddalić.
Wpakowałam do plecaka resztę rzeczy z mojej szafki omiatając ją ostatnim spojrzeniem. Przechodząc korytarzem do głównego wejścia naszego liceum zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie będę tęsknić. Większość wspomnień z ogólniaka łączy się Maxem, a z wiadomych powodów, o nim wolałabym zapomnieć... Nie chciałam zawracać sobie nim głowy, po trosze bojąc się, że znów się rozpłaczę. Otworzyłam szeroko drzwi, pozwalając, by gorący wiatr omiótł moją twarz i wywiał z niej resztki łez kryjących się w kącikach moich oczu.
Gdy tylko postawiłam krok na szkolnym parkingu zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Nie było na nim żadnego auta.
- Cholera - mruknęłam. Zawsze po szkole odwoził mnie Max. Całkiem o tym zapomniałam. Byliśmy ze sobą tak długo, że jego obecność stała się dla mnie czymś naturalnym, rutyną, z której boleśnie muszę się wyrwać.
Od domu dzieliła mnie godzina marszem i wcale mi się to nie uśmiechało. Szybko sprawdziłam godzinę autobusu, który mógłby podwieźć mnie prawie pod furtkę i z ulgą odkryłam, że następny mam za 5 minut.
Szłam w stronę przystanku, gdy za moimi plecami rozległ się przeciągły gwizd. Dlaczego ja? Czy to nie za dużo jak na jeden dzień? Miałam go więcej nie zobaczyć...
Odwróciłam się omiatając go gniewnym spojrzeniem.
- Wiesz co? - Louis stał oparty o motor pod pobliskim drzewem, którego liście rzucały cienie na jego twarz, sprawiając, że wydawał się jeszcze bardziej niebezpieczny. - Trochę mi zaimponowałaś dzisiaj. A to jest trudne do wykonania.
Początkowo nie rozumiałam, o co mu chodzi, lecz szybko przypomniałam sobie zajście z Maxem.
- Nigdy nie powiedziałbym, że w tych swoich wątłych rączkach masz tyle siły. - Wyszczerzył się w głupim uśmieszku. Nie miałam siły się z nim kłócić, więc po prostu odwróciłam się i ruszyłam dalej w stronę bramy wyjściowej. Wtedy przypomniałam sobie słowa Louisa. Czyżby o wszystkim wiedział? Czy tylko ja byłam taka ślepa i tego nie widziałam?
- Dokąd zmierzasz, księżniczko? - Nawet nie zauważyłam, kiedy wsiadł na swój motor i pojechał za mną.
Postanowiłam mu nie odpowiadać naiwnie myśląc, że może wtedy się odczepi.
- Nie masz z kim wrócić do domu? Na szczęście mam dzisiaj dzień dobroci dla upokorzonych, więc mogę cię podwieźć. - Poklepał siedzenie za sobą. Jazda zatłoczonym autobusem, szczególnie w taki upał nie podobała mi się w najmniejszym stopniu. Ale przejażdżka z Louisem na jego motorze? Po moim trupie! Ten chłopak za nic ma zasady, więc nie wsiądę z nim na pojazd, który może osiągnąć takie prędkości... Wizja trzymania go w pasie przez całą drogę, także mi się nie uśmiechała...
- Jednak podziękuję. - Wyminęłam go. - Jeszcze mi życie miłe. - Szybkim tempem ruszyłam na przystanek. - Miłych wakacji. Tym razem na prawdę mam nadzieję, że więcej się nie zobaczymy.
Louis chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwiły mu to zamykające się za mną drzwi autobusu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz